Co dokładnie stałoby się z ludzkim ciałem w przestrzeni kosmicznej bez skafandra?

Oczywiście wszyscy wiemy, że przebywanie w przestrzeni kosmicznej bez kombinezonu jest niebezpieczne. W końcu wszystkie środki ostrożności i dbałość o skafandry astronautów nie wzięły się znikąd. Jednak co dokładnie stałoby się z ludzkim ciałem w kosmosie bez zabezpieczenia?

Po pierwsze, nie mielibyśmy czasu dokładnie się przekonać, co tak naprawdę się dzieje. Po około 15 sekundach nastąpiłaby utrata przytomności.

Choć nie brzmi to jeszcze jak wyrok śmierci, w ciągu kolejnych 75 sekund ekspozycji nastąpi śmierć z powodu uduszenia. W tej kwestii to by było wszystko.

Astronaut ModelUdostępnij

Utrata przytomności następuje przez gwałtowne zmniejszenie się ilości tlenu we krwi. Nieco inaczej jest w przypadku płuc.

Różnica ciśnień sprawi, że pozostałe w płucach powietrze doprowadzi do ich pęknięcia. Lepiej więc nie wstrzymywać oddechu, choć w sumie to wszystko jedno.

Tlen znajdujący się w ciele zacznie się rozszerzać, co doprowadzi do zwiększania się jego rozmiarów.

Na tym etapie jednak nic nie wybuchnie. Skóra jest wystarczająco elastyczna, by przez jakiś czas utrzymać się w jednym kawałku.

Każda eksponowana ciecz na ciele zacznie wyparowywać. Powierzchnia oczu czy języka po prostu się zagotuje.

Krew jednak nie zagotuje się, przynajmniej nie od razu. Za to z pewnością brak powietrza sprawi, że przestanie wysyłać tlen do mózgu.

W kosmosie jest też bardzo zimno, więc po pewnym czasie zamarzniemy. Paradoksalnie, kolejnym problemem są poparzenia.

NASA Astronaut Earth HelmetUdostępnij

Promieniowanie słoneczne jest śmiertelne i w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy, w ciągu kilkunastu godzin ciało zostanie spalone. W takim stanie pozostalibyśmy dłuższy czas, bo w przestrzeni kosmicznej rozkład następuje bardzo powoli.

W 1960 roku doszło do rozszczelnienia kombinezonu Josepha Kittingera. Prawa ręka astronauty powiększyła się dwukrotnie.

Przy okazji spuchnięta kończyna zatkała nieszczelność, a Kittingerowi udało się dokończyć misję. Pomimo ogromnego bólu, w ciągu trzech godzin ręka wróciła do normy. To tylko jeden z takich przypadków, które na szczęście nie zdarzają się często.