Nurkujący fotograf wpadł do paszczy walenia i przeżył. Przypadkowe spotkanie mrozi krew w żyłach

Na to przypadkowe spotkanie nikt nie był w pełni przygotowany. Fotograf przyrody Rainer Schimpf pływał spokojnie u wybrzeży Południowej Afryki, kiedy morze nagle zaczęło się kręcić.

Próbowałem nakręcić film z sardynkami w roli głównej, a w następnej chwili zrobiło się ciemno i poczułem jak coś uciska moje biodro.

Spotkanie

Fotograf od razu zorientował się co się dzieje. Przez przypadek trafił do paszczy płetwala Bryde’a (Balaenoptera edeni edeni), który właśnie był w trakcie posiłku.

Port Elizabeth Harbour słynie z największej migracji zwierząt morskich na półkuli południowej, które są łatwą zdobyczą dla drapieżników. Choć Schimpf nurkuje tu od 15 lat, by dokumentować migracje, tym razem sam skończył jako przynęta.

Nurkujący fotograf wpadł do paszczy walenia i przeżył. Przypadkowe spotkanie mrozi krew w żyłach
Udostępnij

Płetwal

Mimo doświadczenia, Schimpf mógł zrobić naprawdę niewiele, by uniknąć tej sytuacji. Kiedy gigantyczne stworzenie morskie, jak płetwal, otwiera paszczę, pochłania wszystko, co znajduje się na jego drodze. Morskie ssaki mają około 15 metrów długości i dość zdumiewający apetyt.

Nie było jednak czasu na panikę. Schimpf mógł jedynie wstrzymać oddech i mieć nadzieję, że płetwal nie postanowi zabrać go głębiej. Na szczęście, chwilę później jego życzenie zostało spełnione.

Nurkujący fotograf wpadł do paszczy walenia i przeżył. Przypadkowe spotkanie mrozi krew w żyłach
Udostępnij

Sekundę później poczułem, że wieloryb obraca się, a ciśnienie spada. Zostałam wyrzucony z jego paszczy i natychmiast wróciłem na powierzchnię, gdzie na pewno nie wyglądałem zbyt dobrze.

Wyjątkowa historia

Heinz Toperczer był świadkiem całego zdarzenia. Mężczyzna również jest fotografem, który przybył do Elizabeth Harbour, by udokumentować migrację morskich stworzeń. Przez cały czas znajdował się na łodzi. Uchwycił też mrożące krew w żyłach chwile.

To przypadkowe spotkanie było zaskoczeniem również dla płetwala. Z pewnością nie był to atak, gdyż stwory nie widzą tego, co znajduje się przed nimi, gdy otwierają paszczę podczas karmienia. Są określane łagodnymi gigantami i nie słyną z ataków na ludzi.

Poza tym, nawet gdyby wieloryb chciał, nie byłby w stanie połknąć Schimpfa. Stosunkowo mały przełyk pozwala im na jedzenie tylko małych zdobyczy.

Wąski przełyk i brak zębów sprawia, że nie są to stworzenia w oceanie, które postanowią cię zjeść.

To prawie jak bajka do opowiadania. Zostałem wypluty przez wieloryba.