Kategorie Medycyna

O tym, jak tajemniczy syndrom K ocalił życie dziesiątek Żydów przed nazistami

W najciemniejszych dniach okupowanych przez nazistów Włoch, w rzymskim szpitalu znajdującym się po drugiej stronie ulicy od getta, Żydzi zapadali na tajemniczą chorobę o nazwie „syndrom K”.


Syndrom K

Udokumentowane przypadki syndromu K były śmiertelne, a sama choroba była niebywale tajemnicza. Naziści nie mieli zielonego pojęcia czym właściwie jest syndrom K, więc na wszelki wypadek woleli trzymać się od chorych z daleka.

Sekret w tym, że syndrom K był całkowicie wymyślony. Choroba była genialną sztuczką stworzoną przez zespół lekarzy, która miała na celu uratowanie życia kilkudziesięciu Żydów. O tym jednak naziści też nie mieli pojęcia.

O tym, jak tajemniczy syndrom K ocalił życie dziesiątek Żydów przed nazistami

Naziści we Włoszech

Jesienią 1943 roku Włochy znalazły się w samym środku burzy. Faszystowski reżim Mussoliniego upadł, a nowy rząd planował wypowiedzenie wojny swojemu byłemu partnerowi i nawiązanie współpracy z aliantami.

Problem w tym, że północ i stolica kraju pozostały opanowane przez nazistowską okupację pod nazwą Włoskiej Republiki Socjalnej. Antysemityzm szalał w całym kraju od lat 20-tych XX wieku, ale sytuacja wyglądała naprawdę fatalnie po niemieckiej okupacji.

O tym, jak tajemniczy syndrom K ocalił życie dziesiątek Żydów przed nazistami

Naziści kontrolowali większość kontynentu europejskiego, a horror Holokaustu był w pełnym rozkwicie. W październiku 1943 roku naziści rozpoczęli naloty na rzymską społeczność żydowską i zaczęli deportować setki ludzi do Auschwitz.

Kilka zdesperowanych rodzin szukało schronienia w szpitalu znajdującym się po drugiej stronie getta. Ale co mieli zrobić lekarze, gdyby naziści pewnego dnia zjawili się w poszukiwaniu Żydów? Problem musiał zostać rozwiązany.

O tym, jak tajemniczy syndrom K ocalił życie dziesiątek Żydów przed nazistami

Sprytna sztuczka

Część personelu opracowała plan. Zaczęli przyjmować ludzi do szpitala, nawet jeśli nie byli chorzy. W kartach wpisywano, że cierpią na fikcyjną chorobę o nazwie syndrom K. Litera „K” była subtelnym środkowym palcem dla Herberta Kapplera, szefa nazistowskiej policji w Rzymie.

„Syndrom K” był nie tylko kodem używanym przez personel, ale przerażał nazistów, którzy przywołał wspomnienia o chorobie Kocha, czyli gruźlicy. Niemieccy oficerowie byli tak przerażeni, że nie śmieli nawet otwierać drzwi oddziału.

O tym, jak tajemniczy syndrom K ocalił życie dziesiątek Żydów przed nazistami

Historia warta zapamiętania

Historia syndromu K została złożona z wielu zeznań ludzi tam w tym czasie. Jednym z nich był Adriano Ossicini, antyfaszystowski partyzant, który został ministrem zdrowia Włoch w latach 90-tych. Dzięki sztuczce lekarzy ocalono życie kilkudziesięciu rodzin.

Na dziedzińcu przed szpitalem Fatebenefratelli znajduje się tablica upamiętniająca z napisem „To miejsce było światłem w ciemnościach Holokaustu. Naszym moralnym obowiązkiem jest pamiętać o tych wielkich bohaterach, aby nowe pokolenia mogły ich rozpoznać i docenić”.