Kategorie Medycyna

Pracownica laboratorium przypadkiem wstrzyknęła sobie wirusa powiązanego z czarną ospą

We wrześniu 2018 roku 26-letnia kobieta rozpoczęła pracę w laboratorium, w którym przeprowadzano badania nad wirusem krowianki, który jest powiązany z ospą prawdziwą.


Wirus krowianki

Wirus krowianki (variola vaccinia) to choroba zakaźna, a jej pochodzenie nadal nie zostało poznane. Występuje głównie u bydła, a w przeszłości wirus wykorzystywany był do szczepień przeciwko ospie prawdziwej.

Nowa pracownica oczywiście została poinformowana o ryzyku pracy w laboratorium, gdzie nawet zaproponowano jej szczepienie. 26-latka jednak odmówiła powołując się na obawy dotyczące potencjalnych negatywnych skutków i zmian skórnych.

wirus krowianki

Szczepienie

Kobieta odmówiła szczepienia, a kilka tygodni po rozpoczęciu nowej pracy przypadkowo ukłuła się igłą zawierającą genetycznie zmodyfikowany szczep wirusa krowianki. Miała go wstrzyknąć w mysi ogon, przypadkiem zaaplikowała go jednak we własny palec.

26-latka przemyła ranę, co było raczej nieszczególnie pomocne. O incydencie poinformowała swojego przełożonego, który wysłał ją na lokalny oddział ratunkowy – Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC).

wirus krowianki

Fatalny incydent

Po dokładnych badaniach przeprowadzony przez dwóch lekarzy, kobiecie nie zalecono przestrzegania środków ostrożności w celu uniknięcia przeniesienia wirusa na inne osoby. Stan jej zdrowia był jednak nieustannie monitorowany.

W ciągu kolejnych dni infekcja na palcu zaczęła się drastycznie pogarszać. Dziesięć dni po incydencie 26-latka sama stała się przedmiotem badań. Po dwunastu dniach kobieta trafiła na oddział ratunkowy z gorączką i obrzękiem węzłów chłonnych.

wirus krowianki

Obiekt laboratoryjny

Pracownicy podano przeciwciała, aby pomóc jej układowi odpornościowemu w walce z wirusem. Niezbędne okazało się także podanie antybiotyków, by uniknąć wtórnej infekcji w otwartej ranie.

Gorączka i ból zmniejszyły się w ciągu 48 godzin. Infekcja jednak trwała aż 94 dni. Zdjęcia z badań lekarskich pokazują, jak paskudna była infekcja na palcu kobiety. Choć wydaje się niewielka, przysporzyła wielu kłopotów.

Pracownica laboratorium przypadkiem wstrzyknęła sobie wirusa powiązanego z czarną ospą

Żywa szczepionka

Wirus krowianki był żywą szczepionką zwalczającą ospę prawdziwą. Łatwo jest go zmodyfikować genetycznie, dlatego nadal wykorzystuje się go do badań laboratoryjnych. Nie oznacza to jednak, że jest całkowicie bezpieczny.

Infekcja ostatecznie ustąpiła, a nikt inny nie został zakażony. Po incydencie wprowadzono także obowiązkowe szczepienia. Powrót do zdrowia 26-latki trwał łącznie ponad siedem miesięcy.

Ani pacjent, ani lekarz medycyny pracy nie byli w stanie określić stężenia lub szczepu krowianki, które zostało wstrzyknięte. – piszą autorzy w opisie przypadku


Fotografie: www.cdc.gov