Kategorie NaturaStworzenia

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Jako gatunek, uwielbiamy myśleć, że osiągnęliśmy sukces. Jednak ile razy po drodze upadaliśmy? I to w sumie dosłownie, albowiem trudna sztuka poruszania się na dwóch kończynach nie pojawiła się znikąd. Przyjrzyjmy się zatem, jak mógł wyglądać przeciętny dzień z życia australopiteka.


Poranek pełen obaw

Ach, Afryka Wschodnia 3 miliony lat temu. Idealne miejsce do życia głównie dla wszelkich drapieżników i dużych zwierząt roślinożernych. Jednak nasi przodkowie nie byli na szczycie łańcucha pokarmowego, tylko gdzieś w dolnych warstwach.

Australopithecus africanus mierzył do 138 centymetrów i ważył do 43 kg w przypadku samców. Samice były zdecydowanie mniejsze. Naszego bohatera nazwijmy Mieczysław. To młody samiec, który właśnie wspólnie ze swoim stadem budzi się razem ze wschodzącym słońcem.

Jako że sawanna nie jest bezpiecznym miejscem, spędził on noc na szczycie jednego z drzew owocowych, jednak taki nocleg nie zawsze jest w pełni bezpieczny. Dlatego pozostali członkowie stada sprawdzają, czy kogoś nie „ubyło”. W tych stronach to norma, nie przejmujcie się tym.

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Spanie na drzewie ma jeszcze jedną zaletę, albowiem na wyciągniecie ręki, jest główne pożywienie naszego dumnego małpiszona — owoce. Australopiteki żywiły się przede wszystkim owocami i innymi miękkimi roślinami. Dowody oparte na mikrozbytach z analizy zębów sugerują, że twarde pokarmy były rzadkie lub nieobecne w diecie.

Okazjonalnie australopitek mógłby uzupełniać dietę o znalezioną padlinę, owady bądź mniejsze zwierzęta, jak jaszczurki. Jednakże słońce praży coraz mocniej. Pora ruszać szukać kolejnego pożywienia, bo drzewa zostały już ogołocone.

Wędrówka pośród traw

Mieczysław dumnie pręży się na ziemi, stojąc na dwóch nogach. W przeciwieństwie do wcześniejszych hominidów australopitek poruszał się na dwóch nogach. Sugeruje to budowa jego kręgosłupa, który jest już bardziej wygięty oraz paluch przy dolnej kończynie.

Jest on położony wzdłuż stopy, co oznacza, że poruszanie się w wyprostowanej postawie nie było dla tych istot niczym szczególnym. Niestety na tym etapie Mieczysław oraz jego rodzina nie są sprinterami i poruszają się chodem spacerowym. To czyni z nich łatwy łup na sawannie.

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Wędrówka w postawie wyprostowanej jest przyjemna i o wiele prosta niż w przypadku innych zwierząt. Traci się mniej energii, zwierzę może także lepiej obserwować wszystko, co dzieje się dookoła. Australopiteki najpewniej poruszały się gęsiego, co niwelowało w jakimś stopniu ich widoczność na sawannie.

Naszego Mieczysława rozpiera energia, do tego wpadła mu w oko pewna samica. Naukowcy wciąż spekulują, jak wyglądały relacje rodzinne. Jednakże większość uważa, że australopiteki były monogamistami i tworzyły stałe związki ze sobą, dbając jednocześnie o więzy rodzinne.


Walka o pożywienie

Mięso to potężny zastrzyk energii oraz źródło białka. Nic dziwnego, że stado Mieczysława nie kryło radości, gdy znalazło martwą zebrę w trakcie wędrówki wśród traw.

Choć te zwierzęta nie posiadają odpowiedniego uzębienia do szarpania mięsa, tak już wówczas wykorzystują swój mózg. Australopiteki podobnie jak szympansy mogły używać prostych narzędzi, więc naukowcy przypuszczają, że wykorzystywały ostre kamienie do oddzielania kawałków mięsa.

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Mieczysław ruszył w poszukiwaniu odpowiedniego ostrego kamyka oraz liczył, że uda mu się znaleźć maksymalnie blisko swojej partnerki. Pech chciał, że mięso pachniało na tyle dobrze, że zwabiło dinofelisa, który powoli kierował się w stronę padliny i napotkał naszego bohatera.

Jest to jeden z gatunków kotów szablastozębnych, które żyły w tamtych czasach. Widok drapieżnika zmroził Mieczysława — jego zęby nadawały się co najwyżej do zjadania owoców, pazurów nie posiadał, a przy jego wzroście i masie, kot wygrywał walkowerem. Jednakże w tym wypadku najlepiej sprawdzi się praca zespołowa.

Trzech na jednego to banda australopiteka

Australopitek nie był przystosowany do fizycznej walki ani ucieczki. Naukowcy przypuszczają, że w przypadku zagrożenia, małpy chwytały wszelkie konary i wymachiwały nimi, próbując odstraszyć napastnika. Do tego miotały kamieniami i robiły to dużo skuteczniej niż dzisiejsze naczelne.

Przemawia za tym budowa barków oraz długość ramion, które były krótsze niż w przypadku małp żyjących wyłącznie na drzewach. Mieczysław razem z kumplami zaczęli festiwal okrzyków, z kolei mocarny badyl w jego łapach niczym szabla przecinał powietrze.

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Stado stanęło półokręgiem wokół wielkiego kota, w pierwszym szeregu samce, w drugim samice ciskały kamieniami. Wybranka serca naszego Mieczysława trafiła dinofelisa prosto między oczy, a ten w ferworze walki poprawił drapieżnikowi dzierżoną improwizowaną bronią. Najwyraźniej skutecznie zniechęciło to drapieżnika, który w podskokach uciekł przez wściekłymi małpiszonami.

Świętowanie odbyło się przy suto zastawionej padlinie. Późnym popołudniem stado odpoczywało w cieniu pobliskich zarośli. Mieczysław pijany zwycięstwem zrobił pierwszy krok i… zaczął iskać swoją wybrankę. Ta odwzajemniła czułą pieszczotę. Chyba lepszego dnia nasz bohater nie mógł sobie wymarzyć!

Nie każdy dotrwa do końca ewolucji

Australopiteki zniknęły około 1,9 mln lat temu i w swojej historii występowały pod kilkoma gatunkami. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego wyginęły. Jedni sugerują, że nie były w stanie przetrwać nadciągających zmian, inni, że ewoluowały w kolejne istoty człowiekowate.

Jednak wróćmy do Mieczysława, który właśnie wspólnie ze stadem szuka miejsca na nocleg. Razem ze swoją lubą trzymają się blisko siebie w trakcie marszu. W końcu nasz bohater staje się pełnoprawnym samcem.

Jak wyglądała codzienność naszych przodków? Krótka opowieść z życia australopiteka

Jednak nawet pod wieczór nie wolno tracić czujności. Zwłaszcza w trakcie wędrówki w wysokiej trawie. Dinofelis łatwo nie zapomniał o urazie i postanowił się odgryźć małpom. Pech chciał, że zaczaił się na trasie ich wędrówki, a sam skok był wycelowany w Mieczysława.

Ostatnie co pamięta nasz bohaterski małpiszon, to szczęki wielkiego kota zamykające się na jego czaszce oraz przerażone krzyki jego ukochanej, którą jeszcze tak niedawno iskał…


Źródła: www.ncbi.nlm.nih.gov, www.ncbi.nlm.nih.gov, www.ncbi.nlm.nih.gov